Ale, że kobieta w warsztacie?

1.Jak to się stało, że wybrałaś taką ścieżkę?

Trafiłam do warsztatu przez przypadek, zaczęło się od praktyk w 3 klasie technikum i szef przydzielił mnie do papierkowej roboty, w ogóle był zbity z tropu, że podesłali mu DZIEWCZYNĘ. Po dwóch godzinach sortowania faktur i kosztorysów moje ambicje zawodowe i alergia na kurz wzięły górę, poszłam i się postawiłam. Tak trafiłam na halę.

2. Czy było to duże wyzwanie? Jak Ci szła nauka na kursie, a potem dalsza praca? Czytaj dalej Ale, że kobieta w warsztacie?

A jak to się zaczęło?

       W historii motoryzacji wielokrotnie pojawia się wzmianka, o kobietach w transporcie zbiorowym. Przez wiele lat pokutował fakt, że kierowca jest typowo męskim zawodem, a delikatna natura kobiet nie pozwoli im uporać się z trudem prowadzenia tak dużego pojazdu, jakim jest tramwaj, autobus, trolejbus czy ciężarówka. W dzisiejszych czasach, jak wspomniano prowadzenie autobusu, jest znacznie prostsze niż kiedyś. Autobusy eksploatowane w dzisiejszej komunikacji miejskiej mają wiele urządzeń, które ułatwiają i wspomagają pracę kierowcy. Autobusy wyposażone są między innymi w automatyczne skrzynie biegów, mają zainstalowany monitoring i komputery. Samo prowadzenie nie wymaga od kierowcy dużego wysiłku fizycznego, stąd też fakt, że zawód kierowcy nie jest traktowany, jako podwyższonego ryzyka. Ponadto nowoczesne technologie sprawiają, że w trakcie jazdy nie wyczuwa się większych drgań, czy też wibracji, które mogłyby powodować zagrożenie dla wczesnej lub niewykrytej ciąży. Czytaj dalej A jak to się zaczęło?

Dzień Kobiet.

Poprosiłam kilka koleżanek po fachu aby odpowiedziały na pytania:
– co sprawia największą satysfakcję w pracy
– najfajniejsza/najśmieszniejsza sytuacja w pracy
– co byście powiedziały dziewczynie, która zastanawia się nad podjęciem pracy jako kierowca zawodowy obojętnie jakiej kategori.

Czytaj dalej Dzień Kobiet.

Krótkie historyjki z kilku dni pracy.

Kilka historyjek, które spotkały mnie w tym miesiącu. Było ich więcej, ale uciekły z pamięci. Muszę zacząć zapisywać.

  1. Spokojnie jedziemy, na miejscu pilota siedzi chłopczyk, około 6/7 lat z mamą. Akurat trafił mi się kurs, że co chwilę kogoś znajomego spotykałam i machaliśmy do siebie. Dzieciak podekscytowany, z rozmowy jaką prowadził z mamą wywnioskowałam, że lubi podróżować autobusami. Po którymś razie jak machałam komuś po trasie, słyszę głośne:

Czytaj dalej Krótkie historyjki z kilku dni pracy.

Przecież Wy tylko kierownicą kręcicie…

IMG_20180202_125355

No właśnie, co my jako kierowcy tak naprawdę robimy, bo lekarz to chociaż życie ratuje, strażak pożary gasi. A my? Przecież tylko kółkiem kręcimy i się obijamy. Ale czy to jednak prawda?

Kierowcą, wbrew pozorom, nie może zostać każdy. Tak samo jak lekarzem, policjantem czy sprzedawcą. Każdy ma predyspozycje do robienia czegoś innego. Byłam hostessą na promocjach w sklepach, sprzedawcą, kierownikiem, udzielałam korepetycji a teraz prowadzę autobusu. Marzą mi się jeszcze trzy rzeczy i jak dobrze rozegram to szybko to osiągnę.  Czytaj dalej Przecież Wy tylko kierownicą kręcicie…

Ostre hamowanie – wymówki pieszych.

Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że coraz więcej osób sądzi iż są nieśmiertelni. Może uważają, że mają geny Supermena, zbroję Iron Man’a czy też ich samochody są jak Batmobil. Niezniszczalne i kuloodporne.

Ilość osób wybiegających przez autobus jest coraz większa. I o dziwo nie są to tylko młode osoby. Coraz więcej jest osób starszych, nawet poruszających się o kulach czy też matek z dziećmi. Jak chcecie igrać ze swoim życiem to śmiało ale nie wciągajcie w to swoich pociech.

Czytaj dalej Ostre hamowanie – wymówki pieszych.

Wesołych :)


Magia Wigilii…

To wyjątkowy dzień kiedy nawet w pawlaczu jest wypucowane na błysk. W salonie stoi pięknie udekorowana choinka. Do wyboru dwa modele, pachnąca wyciachana z lasu lub z PCV o woni kontenera z Hamburga. Przystrojenie trzeba siedemnaście razy poprawiać jeżeli w domu jest kot, bo skurczybyk jak ma 5 sekund wolnego czasu to już się montuje na drzewie. Ogólnie więc panuje atmosfera podniecenia. Z kuchni dochodzą piękne zapachy, bo Halina 7 dzień nie odchodzi od garów. Do przetworzenia ma 17 ton żywności. Najważniejszym daniem jest karp, który od tygodnia serfuje w wannie, a rodzina dochodzi do wniosku, że wynalazca chusteczek nawilżanych powinien być uhonorowany nagrodą Nobla. Z karpiem bywa problem jeżeli nie dostanie w czosnek przy zakupie i ma koniecznie przebywać w łazienkowym akwenie, żeby dzieci się cieszyły. Wtedy ktoś rybkę musi ukatrupić. Do akcji wkracza wtedy gospodarz domu Wacek. Postać bardzo charakterystyczna. Prawdziwy killer w kalesonach pamiętających jeszcze czasy pobytu Wacka w jednostce wojskowej numer 1879 w Trzebiatowie. Wkracza do akcji uzbrojony w młotek, wiertarko-wkrętarkę oraz czteropak który ma mu pomóc w oswojeniu się z widokiem zwłok. To trwa z reguły kilka godzin, bo w tym czasie Wacek rybę przeprasza że musi dokonać zbrodni, ale rodzina przepada za potrawami śmierdzącymi mułem. Karp dostaje w tubę i już skwierczy na patelni, a Halina patrzy na starego jak na komandosa z „GROMU”. Dzieci czekają z utęsknieniem na pierwszą gwiazdkę, która zazwyczaj pojawia się punktualnie o siedemnastej lub osiemnastej. Wszystko zależy od strefy czasowej. W przypadku kiepskiej pogody za gwiazdkę może robić lampka z dźwigu na pobliskiej budowie dziewięćdziesiątego marketu na osiedlu. Przybywają zacni goście. Szwagier na którego zawsze można liczyć jeżeli chodzi o konsumpcję alkoholu. On przybywa z żoną i trójeczką pociech, które są symulatorem tsunami. Pojawia się również wujek Władek, który ledwo odzyskał jako taki wygląd po zakładowej wigilii w warsztacie ślusarskim. On również przybywa z oblubienicą. Jak już wszyscy pościągają kozaki i rzucą wierzchnie okrycia do sypialni nadchodzi moment kulminacyjny. Opłatek plus życzenia, które powinny być składane po podłączeniu do wariografu. Wafel idzie w ruch, a wujek Władek pcha się do szwagierki z jęzorem. Dzieci nie chcą całować Władka, bo wali od niego jak z reaktora w Fukushimie. Po życzeniach siadanie do stołu. Dzieci domagają się prezentów. Starsi niekoniecznie, bo wiedzą czym to pachnie. Zazwyczaj pojawiają się zajebiste zestawy kosmetyków. Z reguły malinowe FA z talkiem którym można sobie udekorować marynarkę. Są też albumy o Pirenejach oraz publikacje „Sam naprawiam Daewoo”. Prezenty ogarnięte, więc pora na koryto. Karpik, pierożki, bigosik, hepatil, kluski z makiem, śledzik, hepatil, serniczek, mandarynka, karpik, hepatil, sałatka. Tak gdzieś po 4 godzinach słychać coraz częściej sygnały karetek pogotowia ratunkowego. Pomocy potrzebują ci którzy przez cały grudzień konsumowali jedynie wafle ryżowe, a podczas wigilii wpierdolą półtorej tony bigosu za jednym podejściem. To jest standardowa procedura. Jeżeli wieczerza jest z wariantem zakrapianym to zwyczajowo kończy się około drugiej w nocy jak kierowca wciąga Władka do taksówki, bo go rozchodniaczki przy windzie lekko sponiewierały. Jest też druga opcja, kiedy to wujek postanawia prowadzić osobiście forda fiestę i o poranku jest już gwiazdorem TVN-u, bo mając dziewięć promili jechał torowiskiem.

Wesołych Świąt 🙂