Dworzec Wrocław – opinia autobusiary wtedy i teraz (2017 vs. 2019)

Wzorowy polski dworzec autobusowy? Zdecydowanie nie Dworzec Wrocław. 


Już raz zdarzyło mi się napisać „recenzję” naszego nowego dworca autobusowego. Nastąpiło to 14 listopada 2017, a zatem raptem parę dni po jego otwarciu. Rzucam całość tekstu tutaj, abyście mogli porównać to, jak widzę go dziś, a jakie było moje pierwsze wrażenie.

No to lecim.

WTEDY

14 listopada 2017 [Drogi pamiętniczku… :P]

No to refleksja co do naszego nowego dworca. Mam urwanie głowy, a urywałaby dupę [tyłek!] ta pieczarka, gdyby tylko była pieczarą większą x2/x3.
I nieco bardziej naziemną. Czekam jak będzie z wodą w trakcie ulew, z nawierzchnią zjazdu/wjazdu w trakcie mrozów. Z poczekalniami i drzwiami w czasie wielkiego ruchu przed Świętami.
Czekam na pierwszego potrąconego rowerzystę, na wyjeździe/wjeździe, bo jakiś debil pociągnął tam drogę dla rowerów.
Czekam.

A dzisiaj była kolejna przewózka z tegoż bunkra. Na szczęście jednak pieczarka ma plusy.

I mówię to ja, przeciwnik jej od fazy projektu:

  • tablice, czytelne i ładne;
  • zamknięty teren (nie piździ);
  • niepłatne toalety (wow);
  • system odprowadzania spalin (choć do tego nadal jestem sceptyczna, muszę się w szczycie którymś pojawić);
  • neon klasycznego loga PKS-u przy wejściu wewnątrz tego czegoś, co góruje ponad dworcem (A NIE POWINNO).Ciasno jest, choć wydawać by się mogło, że nie ma tragedii.
    Ale niech wjedzie 5 trzosiek na przyjazdy i czapa! (o ile wjedzie!). Zdjęcie z zeszłego czwartku. Z pierwszej mojej wizyty tam.

View this post on Instagram

No to refleksja co do naszego nowego dworca. Mam urwanie głowy, a urywałaby dupę ta pieczarka, gdyby tylko była pieczarą większą x2/x3. I nieco bardziej naziemną. Czekam jak będzie z wodą w trakcie ulew, z nawierzchnią zjazdu/wjazdu w trakcie mrozów. Z poczekalniami i drzwiami w czasie wielkiego ruchu przed Świętami. Czekam na pierwszego potrąconego rowerzystę, na wyjeździe/wjeździe, bo jakiś debil pociągnął tam drogę dla rowerów. Czekam. A dzisiaj była kolejna przewózka z tegoż bunkra. Na szczęście jednak pieczarka ma plusy. I mowię to ja, przeciwnik jej od fazy projektu. •Tablice, czytelne i ładne •Zamknięty teren (nie piździ) •Niepłatne toalety (wow) •System odprowadzania spalin (choć do tego nadal jestem sceptyczna, muszę się w szczycie którymś pojawić) •Neon klasycznego loga PKS-u przy wejściu wewnątrz tego czegoś, co góruje ponad dworcem (A NIE POWINNO) Ciasno jest, choć wydawać by się mogło, że nie ma tragedii. Ale niech wjedzie 5 trzosiek na przyjazdy i czapa! (o ile wjedzie!). Zdjęcie z zeszłego czwartku. Z pierwszej mojej wizyty tam. #Polbus #dworzec #bunkier #wanna #pieczarka #Wrocław #wroclove #kochamwroclaw #igerswroclaw #opinia #szczeradobólu #scepticist #autobusy #niewieje #Polska #maruda #ripSucha #kiedyjasiedotegoprzyzwyczaje…

A post shared by A. (@ishhhkur) on


Uparcie siliłam się wtedy by szukać pozytywów.

TERAZ

Chciałabym dalej być taką optymistką, ale obecnie jedyną rzeczą, jaka podoba mi się w tym cyrku, jest wjazd-zjazd. Bardzo fajnie jest siedzieć i cieszyć japę, jak kierowca musi uważać, by nie wyskoczyć zza rogu zbyt drapieżnie. Szczególnie, kiedy wyjeżdża się stamtąd dwupokładowcem typu VanHool Astromega, czy Setrą z serii DT.

Wszystko bardzo ładnie wygląda.

Szkoda tylko, że na Dworcu Wrocław do tego czasu trzeba było doinstalować dodatkowe systemy oczyszczania spalin, bo nie dało się tam wytrzymać dłużej niż 15 minut. Wiem, bo siedziałam sobie tam któregoś razu dobre 40 minut, czekając na linię 50X, i kiedy już wróciłam do domu… to musiałam płukać i odkażać gardło, bo chrypiałam, jak palaczka z czterdziestoletnim stażem.

Szkoda tylko, że Dworzec Wrocław ma toalety rozmiarów mikrych, a kolejki do nich jak za komuny. Nie zapomnę akcji, kiedy ledwie co wróciłam do cudownego Dworca Wrocław z Gdańska, wyleciałam z walizą z cholernego Plaxtona, bo na horyzoncie pojawił się 50X prowadzony przez znajomego, który z racji, że był po czasie, poczekał aż pobiegnę do toalety do galerii i z powrotem. Bieg życia. Zdążyłam.

Bunkier – toaleta we Chu…  Wroclavii – Bunkier = 3 minuty, rekord życiowy w sprincie i załatwianiu fizjologii.

Szkoda tylko, że na Dworcu Wrocław poczekalnia jest rozmiarów mniej więcej strefy kas w znajdującym się obok Carrefourze. Szlag mnie trafia. Autentycznie, najprawdziwiej. To jest to, co wkurw wkurza mnie w tym wszystkim najbardziej. Rozmiar nie gra roli? Gówno prawda. W tym konkretnym przypadku gra i to pierwsze skrzypce. Dworzec zajmuje 7 tys. m²[1] z… 71 000 m² całej galerii Chu Wroclavia, co stanowi niecałe 10% z całości. Pa-ra-no-ja. Ciasnota to słowo idealnie oddaje i to, co się dzieje w poczekalniach i na hali. O tyle dobrze, że stanowiska odjazdów zostały poprawnie wymierzone i trzyosiówki się mieszczą.

Ludzie nie mieszczą się w obu poczekalniach, więc oczywiście koczują w galerii.

Bo wiadomo, że najważniejszy i priorytetowy dla inwestora był dworzec! 😀


Chyba tyle wystarczy, sprawy kurtyn powietrznych, zmiany firm ochroniarskich i ciągłego bytowania żuli nie ma co ruszać, bo to pikuś w porównaniu do reszty.

Czasu nie się nie cofnie, a Dworzec Wrocław i tak zostanie na swoim miejscu i tak.

Ciekawe tylko, co będzie za kilka-kilkanaście lat, kiedy się okaże, że kursów jest dwa razy więcej, a miejsca… ciągle tyle samo. Zbudują kolejną galerię z dworcem? Pewnie tak, w końcu Wrocław to miasto galerii.

Szkoda, że nie galerii sztuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *