Mój egzamin na kategorię D.

Cztery lata temu zdawałam egzamin na prawo jazdy kategorii D. Pamiętam jak by to było wczoraj. Na 15 podjechałam do ośrodka egzaminacyjnego. Na ten pojechałam bez wcześniejszego przygotowania. Miesiąc przerwy miedzy egzaminami. Żadnych dodatkowych jazd nie brałam a nawet nie miałam już chęci.

8 miesiąc ciąży to już nie przelewki i brzuch zaczął ciążyć. Nawet nie wiem, że po oblaniu tego podejścia podchodziłabym od razu po porodzie do kolejnego, czy odpuściła na jakiś czas. W poczekalni spotkałam kilka osób z grupy. Było nas pięcioro na egzaminie. Dwie kobitki, trzech mężczyzn. U każdego było to już drugie podejście. No prawie u każdego. U koleżanki to było już czwarte albo piąte. Ciekawe czy w końcu zdała. 

fb_img_151464449304046000493.jpg
O 15 zjawił się egzaminator. Wezwał nasza piątkę i wyszliśmy na plac. Najpierw losowanie. Górka i parkowanie prostopadłe. Czyli to samo co poprzednio. Dodatkowo jazda po łuku, ale to każdy musi pojechać. Następnie ustalaliśmy kolejność startowania. Byłam 4. Przed jazdą należało powiedzieć co ma się znajdować na wyposażeniu autobusu i w miarę możliwości to pokazać. 

Plac każdy z nas zdał. Udało się bez stresu :D. Pora na wyjazd na miasto. Dwóch kolegów zdało, poszła koleżanka. Jako, że każda jazda po mieście trwa jakiś czas to z kolega co wyjeżdżał po mnie poszliśmy na coś ciepłego, żeby się rozgrzać. W końcu zbliżała się już godzina 18 i zaczęło być zimno w tej budce co siedzieliśmy. Stając z kolejce po herbatkę dostaje telefon, ze mam podejść na bramę bo teraz moja kolej. Lekki szok no ale idę. A raczej toczę się. Koleżanka nie zdała. Nawet nie wyjechała z parkingu.

Stres mnie dopadł, ale nie poddaje się. Wsiadłam do autobusu. Odpalam. Światła zapalone, lusterka poprawione i jedziemy. Przez cały tydzień nie spadł żaden płatek śniegu a jak tylko wyjechałam na miasto to rozpętała się śnieżyca. Zapewne dzięki temu jechałam wolniej i spokojniej. Przejechaliśmy przez Brochów jak i Gaj. Jazda szybko zleciała. O dziwo, przyjemnie mi się jechało. Zdenerwowanie odeszło gdzieś daleko. Nawet córa w brzuchu nie szalała :D. Widać jazda się jej spodobała bo teraz sama się pcha za kółko. Nawet nie wiem kiedy parkowałam pod ośrodkiem i wysiadałam szczęśliwa z autobusu. Udało się. Jeszcze odebrać papier i mam to o czym marzyłam od jakiegoś czasu. Czas na kolejne marzenie.

 

A teraz? Teraz to już z 4 lata jeżdżę. W czerwcu muszę badania robić bo wychodzą  😀

 

A jak u Was wyglądał egzamin? Był stres? Macie jakąś ciekawą historię z egzaminu do podzielenia się? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *